Zięba trzyma się mocno! Kamil wygrywa pierwszy turniej z cyklu o Puchar Łodzi 2025/2026

„Wszystko jest jak pierwszy raz” – sapał swego czasu w miłosnym uniesieniu w jednym ze swoich hitów wokalista zespołu Kombi. To, co dla Grzegorza Skawińskiego okazało się być pretekstem do stworzenia tandetnego nieco acz chwytliwego utworu, dla łódzkich snookerzystów stało się motorem do działania. Wszak we właśnie minioną sobotę (27 września) odbył się inauguracyjny turniej czwartego już cyklu rozgrywek o Puchar Łodzi. Choć pierwsze razy potrafią być naprawdę trudne, to zostawmy jednak te przeromantyzowane dyrdymały na boku i skupmy się na rzeczach naprawdę ważnych. Mianowicie, na trójkątach. Trójkątach z czerwonych bil ustawionych na gigantycznych zielonych lotniskach.

O znaczącej przebudowie swojego życiowego lokum pomyśleć powinien Kamil Zięba. Nie zaglądając nikomu w sprawy mieszkaniowe, Zawodnik ten gromadzi ostatnimi czasy tak imponującą liczbę trofeów, że standardowa gablotka okazać się może stanowczo zbyt mała. Również i tym razem dołożył on kolejny cenny łup, triumfując nad Jackiem Czarcińskim w finałowej potyczce. Dla Kamila to już czwarte turniejowe zwycięstwo i tym samym wysunął się on na czoło turniejowej tabeli wszech czasów. Kamil z meczu na mecz prezentował się coraz pewniej, a jego spektakularne duble raz po raz wprawiały kibiców w coraz to kolejne fale zachwytów. Rewelacyjne zawody rozgrywał również Jacek Czarciński, który niczym rasowy killer po emocjonujących deciderach wyrzucał z turnieju tych, którzy mieli chrapkę na duży wynik – najpierw Kubę Makowskiego, a potem Jędrka Janickiego. Zwłaszcza ten drugi mecz, półfinałowe zawody, przejść może do historii naszych łódzkich rozgrywek. I nie, w ogóle nie przesadzam, wszak na trzy rozegrane partie przypadły… cztery rozgrywki na czarnej! Cuda takie wydarzyć się mogły, gdyż decydujące partia zakończyła się dopiero w dogrywce. To już drugi raz, gdy Jacek wymanewrował Jędrka w podobny sposób. Wcześniej miało to miejsce w finale, a teraz w półfinale. Jedno Wam jednak powiem – w*****a tak samo mocno 😀

Tytuł ulubieńca publiczności prawdopodobnie przypadł jednak znanemu stand-uperowi, przepraszam bilardziście, Konradowi Słomie. Przegrał on dopiero w półfinale, po zaciętej walce z Kamilem – późniejszym triumfatorem. Konrad to brawurowo grający zawodnik, który zaskoczyć potrafi wszystkich – również samego siebie. Porażka dopiero na etapie półfinału przypomniała jednak, że to zawodnik co się zowie, który kiedyś grał już nawet na poziomie turniejowego finału. Każdy mecz z nim to niezapomniane wrażenie. Nie zapomnę również odważnej próby Konrada wyrównania rekordu czterdziestu z rzędu wbitych niebieskich bil po przekątnej ustanowionego swego czasu przez Zhao Xintonga. Cóż, było blisko!

Jak zwykle warto również docenić niesłabnącą grupę wsparcia, której tym razem do społu przewodzili Marek Chrześcijanek i Daniel Król. W niczym tej doborowej dwójce nie ustępował również, bez przesady mogę powiedzieć, najważniejszy człowiek w łódzkim snookerze, czyli Leszek Pietrusiak. Dla Leszka, jak zawsze zresztą, należy się prawdziwe standing ovation i to nie tylko za organizację całego cyklu, nie tylko za profesjonalne odsędziowanie finałowego starcia, lecz również za jeden z żartów o mocnym kalibrze, którego z przyczyn wszechobecnej cenzury zacytować niestety nie mogę. Panowie, dzięki piękne i do zobaczenia już niedługo!

Jędrzej Janicki
Jędrzej Janicki